Problem pocztowki
 

Problem pocztowki: Lagodne obrazy wiekowej przyrody, graniczna, nieswiadoma wlasnej roli podzialu rzeka - (po obu stronach biegu lezy ten sam park osiemnstowiecznego ksiecia-podroznika, zdobywcy nie tylko Turcji, ale i Afryki - ktorego zona Murzynka zmarla niedaleko stad, na drugim, dzis NIEMIECKIM, brzegu) fotografie niestrudzonej Mavici; skaczace pixele (piksele?). Co wie o fotografii ten, ktory nie zobaczyl przyrody? I czy wzruszenie zaczyna byc niewinna sztuka? Na szczescie nie; nie dlatego, ze sztuka jest winna zbrodni sztucznosci. Aparat fotograficzny to nie architekt, a majster budowlany, schowany w cieniu betoniarki.
Patrze na przyrode - niestety w sposob n i e n a t u r a l- n y . To granicy lezy w naturze.
W czyjej naturze?

 

 

Bede musial wreszcie odnalezc sie w sytuacji, w ktorej ja jedyny z naszej druzyny podazam za slowem, na ktore musimy sie otworzyc. Jezyk polski i niemiecki, graniczna mieszanka ciaglych tlumaczen, przykryte polityka Jezyka angielsiego, ktory scala caly projekt i jednoczesnie umozliwia jego zaistnienie poza granicami naszej wyobrazni. Obcy nam twor i pomost z nieznanego brzegu - bez zwiazku z nami i projektem; nosnik idei poza wlasne granice. Okolo sto tysiecy wizyt na stronie internetowej oczekujemy w ciagu roku. I mimo wszystko wyrzut sumienia, ze zbyt malo pisze po polsku. Jeszcze jedno medium? Tak.

 

 


Technika. Techno-era srodkow wyrazu, w ktorej "crew" moze tylko zalowac, ze znow brak szesnastu metrow kabla i pechowej poltorametrowej drukarki. Wspolpracujacy team ludzi przy komputerze, cyfrowej kamerze i obrobce danych. Handy, bez ktorego nie doszloby nawet do spotkania wszystkich czlonkow zalogi, i bez ktorego pierwszy transfer danych do internetu nie bylby mozliwy.
Grupa ludzi, ktorzy sa szczesliwi mogac pracowac szesnascie godzin na dobe.

Metr kabla na godzine.

bat